Home

To, co niebawem tu pojawi się – słowa, zdania, teksty, obrazy – powie o przeznaczeniu i sensie tej witryny. Jedno jest pewne: wybór tego nowoczesnego środka komunikacji nie jest przypadkowy. Świadomie chcę pisać o sprawach dla mnie ważnych, chociaż dyskusyjnych, znanych, a nawet uznawanych za oczywiste i banalne. Przecież takie jest właśnie życie! Wzniosłe i zwyczajne.
Dystansuję się od wszelkich nauczycielskich zapędów, mentalności oświeconego guru, krzykliwego i narzucającego się niespełnionego demiurga, intelektualnego narcyza i duchowego kidnapera trzymającego sympatyków na ideologicznym postronku. Mam jednak nadzieję – tego nie ukrywam, że treści tu zamieszczane będą komuś przydatne.
Dawno temu trafiłem na poniższe słowa, które wypowiada Colas Breugnon, bohater powieść Romaina Rollanda pod tym samym tytułem. Bez nich nie byłoby tego blogu.
Nie sztuka marzyć! Ale napisać to, o czym się marzy! Zresztą, czy to marzenia? Oczy, szeroko otwarte, widzą jasno. (…)
A może to głupstwa, bo dla kogóż, u licha, piszę?
Dla sławy? Ooo, nie! nie jestem naiwny, znam swoją wartość, dzięki Bogu! Phiii! I cóż zostanie z papierzysków mych za jakieś lat dziesięć? (…) Dla kogóż tedy piszę?
Dla siebie! Dla własnej uciechy piszę. Dlatego że gdybym nie pisał, szlag by mnie po porostu trafił! (…)
Otóż sprawa tak stoi. Muszę się wyładować, bo w moim Clamecy nie mogę gadać tyle, ile bym pragnął. Muszę się odszpuntować, inaczej jestem jak ów balwierz króla Midasa. (…) Zresztą gdyby człowiek czegoś nie ryzykował, zdechłby chyba z nudów. (…)
O, jakże miło oglądać, przewracać, mieszać to wszystko, co się myślało, obserwowało, zbierało, jakże przyjemnie rozdziobywać, kosztować, smakować, pozwalać, by się rozpływało na języku, i pomału… pomału połykać. Tych rozkoszy doznaje człowiek opowiadając sobie od początku wszystko, co się pośpiesznie chwyciło w przelocie, nie mając czasu na należytą spokojną ocenę.
Jakże miło przechadzać się po swoim własnym wszechświecie powtarzając sobie po sto razy: to moje, to wszystko moje, jestem tu panem i władcą. Ni grad, ni mróz, ni susza nie mają nad tym żadnej mocy. Ni papież sam, ni król, ba, nawet moja sekutnica nie dadzą temu rady. Muszę was, drodzy państwo, oprowadzić po moim skarbcu.